?

Log in

Previous 10

Oct. 7th, 2007

Spadająca Gwiazdka.

`

Kiedyś spotkam jakiegoś Łotysza, który weźmie mnie za rękę i pokaże najpiękniejsze w swojej okolicy bursztyny, prawda?
Bo kiedyś na pewno wszystko, czego chcę się spełni. I to, czym żyję całą sobą, przeistoczy się w rzeczywistość.

Wydaje mi się, że...że nie mogę pójść inną drogą. I mimo całej tej absurdalności, która wiąże się z wyborem, prawdopodobnie się nie zawaham, bo chyba to chcę robić w życiu.

Chcę zgłębiać, poznawać i...dlatego, że na wszystko nie ma czasu, wybiorę.

Ryzykownie!

Może i skończę w jakimś rynsztoku, ale nigdy nie będę pluła sobie w brodę, że nie spróbowałam. Bo chyba o satysfakcję chodzi, a nie o pieniądze, prawda? /przynajmniej chcę tak myśleć!/

Wypadałoby jeszcze mieć jakiś plan B. Na szczęście mam nie tylko plan B, ale również C i D.
I nie mogę się na razie martwić, że żaden nie wypali.
Jakoś będę żyła, tak?
Może nie będzie mnie stać na proszek do prania, o oryginalnych płytach już nie mówiąc, ale będę szczęśliwa(?).

Ciekawa jestem, czy naprawdę gotowa jestem poświęcić tak wiele...

Oct. 6th, 2007

Pocahontas

tęsknić

Jest  początek października, za oknem mgła,  drzewa stają się coraz bardziej kolorowe. Gdyby nie deszcz, gdyby nie chmury i chłód, można by było pójść do parku i pobiegać po uschniętych liściach, chwytając w dłonie te, które wiatr zmusił do zerwania się z drzew. i również szykują się do upadku.  Gdybym była liściem, to wiatr stanowiłby metaforę czasu, a drzewa mój dom i miejsce, w którym wykwitłam, zazieleniłam się aż w końcu pomalowana na żółto(?), czerwono lub brązowo wyruszyłam w dalszą drogę.
I chociaż bardzo lubię moje drzewo i jestem do niego przywiązana i tak wiele wspomnień mnie z nim łączy, to wiem dobrze, że nie ma innej drogi niż ta przed siebie. Bo nie jestem już maleńkim listkiem, który dopiero co wyrósł na galęzi i nie jestem tym, który szeroko otwiera oczy i obserwuje i czeka przerażony na to, co przyniesie los. To już nie ja, nie wrócę na to drzewo już nigdy więcej i, czy tego chcę, czy nie, muszę się z tym pogodzić.
Należy dziękować Bogu za to, że tam się znalazłam i byłam właśnie takim listkiem. Tylko tyle pozostało.

Ale nie jest źle.

Kto wie, co przyniesie jutro?

No, dobrze, nie ukrywajmy...tęsknię za gimnazjum.
I tęsknie też za 'mans visskaistakais stasts', ale bez sensu wracać i przeżywać drugi raz, bo wspomnienia stracą swój smak i barwę.

Prawda?

Sep. 30th, 2007

Spadająca Gwiazdka.

Dzisiaj będzie lepiej (uwielbiam niedzielne poranki).

Mistrzynią jestem w przekreślaniu. W stawianiu grubych, widocznych kresek i w dzieleniu mojego życia na rozdziały, etapy i okresy.
Lubię ryzykować, grać o wszystko albo nic. Tzn. nie lubię, ale zawsze tak jakoś wychodzi.

Małymi kroczkami pnę się ku górze, stopień za stopniem, powolutku, niezauważalnie, tak, że mało kto orientuje się, że wkładam w to jakikolwiek wysiłek. Patrząc na ten proces z boku, można odnieść wrażenie, że odbywa się on naturalnie i tak właśnie powinno być.

Problem pojawia się, gdy do przejścia jest nie jedna, lecz kilka dróg. Równoległych. Trzeba się wtedy rozdrobnić i wspinać się na wszystkich szerokościach, nie zapominając o żadnej ze ścieżek. Nie lekceważąc - wszystkie są tak samo konieczne, potrzebne, wyznaczone.  Tak samo trudne.

Jestem...
jestem kumulacją różnych sposobów dojścia na sam szczyt i sama w sobie stanowię cel najwyższy i sens i sedno sprawy. We mnie drogi moje mają początek i we mnie znajdą zakończenie; we mnie doświadczam porażki, we mnie sukces i zadowolenie; składam się z łez smutku i szczęścia; składam się też w dużej mierze z pragnienia i wiary w to, że jutro będzie lepiej bo jutro zacznę od nowa.

Zacznę od nowa

Przystanę na którymś schodku, spojrzę za siebie, stwierdzę, że to już nie ważne, że tamto się nie liczyło. Wezmę głęboki oddech i podreptam kolejnych parę kroczków w górę, aby po niedługim czasie cały ten  rytuał powtórzyć.

Sama sobie prywatnie daję rozgrzeszenie

Bezpokucyjne
Bez rachunku sumienia (bo za bardzo się wstydzę)

I tak bardzo się boję wyjść i spojrzeć na siebie oczami innych

bo to nie w nich jest problem; to we mnie siedzi konflikt

od niepamiętnych czasów dwie osobowości walczą od władzę nade mną. Obie kocham, obie lubię, obie są tolerowane przez pewną część osób "spoza", obie są prawdziwe, ale ode mnie zależy, która wygra i którą wolę na władcę.

Jedna drugiej podstawia nogę w drodze na sam szczyt
jedna dugiej złorzeczy i dogryza

Sep. 22nd, 2007

Pocahontas

"...nigdy nie jest za późno wykrzyczeć do życia, że ciągle widać mnie!"

Zakładając, że Bóg istnieje, mogę stwierdzić, że niektóre rzeczy nie dzieją się przez przypadek.

Cóż, przynajmniej wszystko zależy od interpretacji ;)

Bo można coś odebrać jako cios poniżej pasa albo jako husteczkę do otarcia łez.

Można coś traktować jako szydzenie albo pocieszanie.

Moźna coś spostrzegać jako nowość albo powtórkę z rozrywki.

Tylko, że to nie będzie "na zastępstwo".

Nie. To będzie kontynuacja.

Sep. 8th, 2007

Spadająca Gwiazdka.

Do dupy!

ja
jestem zachłanna
jestem dumna
i gram

ja
mam tysiąc masek
pokoje ubrań
i trwam

ja
tworzę blokady
buduję ściany
mam plan


dostałam w tym roku po twarzy
licząc, że nie zauważysz
bezczelnie podniosłam się z trawy
i życiu zaśmiałam się w twarz

ja
zupełnie inna
myślisz, tak dobrze
mnie znasz

ja
w środku zgnilizna
zaprzeczam sobie
tak trwam
tak trwam
tak trwam


nie widzisz, nie słyszysz, nie dziwię się
bo sama nie daję Ci nic
i chociaż bym chciała odmienić los
to muszę z tą dumą żyć

Aug. 23rd, 2007

Spadająca Gwiazdka.

ja

to, co moje
to, co ja
i nikt nie
i nikt nie
nie ukradnie mi
to, co ja

dobrze wiem
za dobrze wiem
to już
to już
ja
i nikt nie
i nikt nie
i nikt więcej

to, co kocham
to, co znam
to, co moje
to, co ja

słowa - nie
słowa - tak
kiedy masz
je w oczach
tak, jak ja

dobrze znam
to, co kocham i co mam

lubię patrzeć jak marszczysz czoło w zadziwieniu
że ja taka taka taka taka jestem i
żaden nikt
żaden zły

to, co moje
to, co ja.

Aug. 2nd, 2007

special needs

Wielkie emocje NIE ISTNIEJĄ zaplanowane.

(Polecam raport pt. "Przemysł czasu wolnego" - Polityka, nr 31 z 4.08.07, str. 4-11)

Nie zamierzam podążać za jakąś tam modą. Biurom turystycznym mówię: NIE. I nie przemawia do mnie ruch "Slow". Wszystko to moda. A wielkie emocje nie istnieją zaplanowane.
Nie można przecież przewidzieć pojednania z Bogiem, a na pewno nie można uznać takiego za atrakcję turystyczną. Nie może to być "wliczone w cenę". Nie lubię sprzedawanych wrażeń. Nie lubię kupowanych przeżyć. Ani tym bardziej wypoczynku za pieniądze.

W przyszłości prawdopodobnie będę jeździć pociągiem na Łotwę, Litwę czy do Estonii. Mam w planach również wycieczkę do Skandynawii, mam na myśli Norwegię, Finlandię, może kiedyś Islandię. Wyspy Brytyjskie zwiedzę, i to już niebawem (tak, jak sobie obiecałam). Czeka na mnie jeszcze reszta Europy Wschodniej (Rosja, Ukraina, Białoruś). Później wyruszę na Czarny Ląd. Do PRAWDZIWEJ Afryki. Nie do czterogwiazdkowych hoteli, luksusowych kurortów, abym później mogła się chwalić: "byłam w Kenii".

Jeżeli chce się coś poznać, to jak można stać obok i po prostu się temu przyglądać? Myślę, że naprawdę trzeba w czymś być, żeby poczuć, posmakować, dowiedzieć się. Wylegiwanie się w hotelowym łóżku, gdzieś w środku Afryki jest jak życie za szybą. Życie? A może raczej obserwowanie życia?

Ludzie fascynowali mnie od zawsze. Tak naprawdę więcej czasu poświęcam na analizę charakterów bliskich mi osób niż na zgłębianie tajemnic własnego "ja" (może przez to tak często się gubię). Próbuję dociec dlaczego, jak, interesują mnie ich reakcje, zwyczaje. I spoglądanie na życie właśnie z ich punktu widzenia, bo choć rzeczywistość jest jedna, to światów jest miliardy i każdy z nich rządzi się własnymi prawami. Jak mogłabym cokolwiek poznać, dowiedzieć się czegoś,  pozostając wiecznie taka sama i nie zbliżając się do ludzi?? Zza okien hotelowego pokoju nie widać tego, co najważniejsze...

Jul. 24th, 2007

Spadająca Gwiazdka.

"Pudełko zwane wyobraźnią".

Są w moim umyśle pokoje. W pokojach szafy, regały, komody. W komodach szuflady. Tysiące szuflad. I segregatory. I skoroszyty. I kartki.

"Za siedmioma górami, za siedmioma lasami, w ogromnym zamczysku, w najwyższej komnacie najwyższej wieży..."

Na końcu najdłuższego korytarza, w ostatnim pokoju, na najwyższej szafie leży pudełko.


Pudełko jest puste, bo zbeszcześciłam świętość zanim jeszcze powstał ten świat.

Jul. 17th, 2007

Spadająca Gwiazdka.

histeria jest dobra na wszystko.

"Zapomniałem nakręcić czas
i zapomniałem rozpocząć nowy dzień.
W zagubionej przestrzeni trwam,
a cały świat płynie obok gdzieś.

A może ja jestem opowieść zmęczonych ust?
Znudziłem się Bogu w połowie, w połowie...

Nie ma już nic
Nie ma już nic
Nie ma już nic po tamtej stronie
Nie ma już nic
Nie ma już nic
Nie ma już nic za ścianą powiek

Nie potrafię dokończyć spraw
i nie potrafię wypełnić własnych słów.
Jutro zginie ostatni ślad
i zapomnicie, że byłem tu.

A może ja jestem opowieść zmęczonych ust?
Znudziłem się Bogu w połowie, w połowie...

Nie ma już nic
Nie ma już nic
Nie ma już nic po tamtej stronie
Nie ma już nic
Nie ma już nic
Nie ma już nic za ścianą powiek

Jeszcze raz mógłbym zmienić kształt
rozpiąć skrzydła i frunąć
nie zważając na strach
ooo, jeszcze raz . Przecież sposób znam
tylko nie mam już siły,
tylko nie wiem, jak...

Nie ma już nic
Nie ma już nic
Nie ma już nic po tamtej stronie
Nie ma już nic
Nie ma już nic
Nie ma już nic za ścianą powiek"

Jul. 12th, 2007

Spadająca Gwiazdka.

"znudziłam się Bogu w połowie, w połowie..."

"...Znam drogi wiodące do dna
mosty rzucone na wiatr
światło walczące o blask
kształty bez formy i

tym pomiędzy wszystkim to ja
powinienem wybrać lecz jak
każdy dzień daje znak
że zatrzymał się czas
drązy myśli to
wściekłość i wrzask
ona zbiera we snach
ona pyta mnie w locie i
powstrzymuje czyny by
zaplątani w niebo słów
nie wypełniliśmy się
nie wypełniliśmy się dniem
nie wypełniliśmy się dniem."

Ktoś mi powie, kim ja jestem?
Ja - taka malutka, ja - taka nic nie znacząca.
Ja - kopia.
Ja - która nie potrafię.
Ja - własna, nie-własna
Ja - nie dumna, lecz zawstydzona.
Ja - zapatrzona, chłonąca.
Ja - składająca hołd.
Ja - szaro-pomarańczowa.
Ja - zbyt żyjąca, by wiedzieć.
Ja - zmyślona lub prawdziwa (bo czym jest świat?)
("a może ja jestem opowieść zmęczonych ust? Znudziłam się Bogu w połowie...")
Ja - z podziwem w oczach.
Ja  - tworząca (klatki jedynie, złote klatki, szklane gablotki, ściany, wystawy...)
Ja - która nigdy nie będzie taka JAK...
Ja - poznająca.
Ja - zgubiona?


Nie...
Nie...?
Nie?
Nie?!


Nie.

Może jeśli jeszcze nie jestem, to kim w takim razie się stanę za lat N?
Jeżeli będę miała, czy będę istniała?
Czy jeśli wszystko z zewnątrz się zmieni i mnie dotknie, to czy ja...?


Dobrze mieć granice. Dobrze mieć zasady.
Nie mogę pozwolić sobie na to, aby życie się mną bawiło. Powinno być na odwrót (choć i tak życie nie jest do zabawy).

Ja - śpiąca.

01:12
edit:

Bo oni wszyscy mają coś światu do przekazania...a ja?
Gdybym stanęła na scenie, co bym miała do powiedzenia?

(tylko jakieś moje chore, filozoficzne wywody)

Co prawda ciężko jest mieć co zaprezentować w wieku niespełna 16tu lat, ale

no własnie, bez sensu
Sue, idź już spać!

Previous 10