?

Log in

Previous 10 | Next 10

Jul. 8th, 2007

special needs

??

Nienawidzę, gdy ktoś coś ode mnie zgapia i próbuje (chociażby podświadomie) być taki jak JA.
Nie lubię być dla kogoś wzorem.
Nie lubię być naśladowana.

Czy w takim razie nadaję się na wokalistkę zespołu?


Gdyby nam się udało z ALN i gdybyśmy mieli rzesze fanów, to z pewnością znaleźliby się ci, którzy utożsamialiby się z naszymi np. tekstami, czy chociażby zachowaniami.  I co ja na to?

Jul. 4th, 2007

Once More With Feeling1

-.-


Pierwszy podmuch wiosny budzi lęk.
Porcja ciepłych złudzeń przenika do serc.
Ptaki oszalałe fruną z drzew.
Mocniej czuję każdy mały smak
i żal, każdy strach
i gniew.

Ile jeszcze we mnie wiary,
Ile jeszcze we mnie samym sił,
Na nowe dni, ile szans ?
Ile jeszcze we mnie wiary,
Ile jeszcze we mnie samym sił,
By dalej żyć w taki czas?

Obezwładniająca siła dnia,
Siła, z jaką w miastach, odradza się maj.
Chciałoby się zacząć jeszcze raz,
Chciałoby odnaleźć zmarnowany czas,
Utracony blask.

Ile jeszcze we mnie wiary,
ile jeszcze we mnie samym sił
na nowe dni, ile szans.?
Ile jeszcze we mnie wiary,
ile jeszcze we mnie samym sił,
by dalej żyć w taki czas.?



Podziwiam Roguckiego, za to, że tak wspaniale potrafi dobierać słowa i opisywać swoje uczucia w niebanalny i wydaje mi się, piękny sposób.  Ja bym tak nie umiała. No, ale w końcu Rogucki jest "naprawdę pierdolnięty".
Podziwiam go również za jego umiejętności wokalne. Obie płyty Comy są arcydziełem. To, co wyprawia z głosem w swoich piosenkach naprawdę wywarło na mnie wrażenie. I przyznam się szczerze, że gdy pierwszy raz  słuchałam utworów tej łódzkiej grupy, zwracałam uwagę właśnie na popisy wokalisty. Dopiero później zaintrygowały mnie poetyckie teksty i ciekawe, wpadające w ucho melodie.

*

No i teraz, "Daleka droga do domu". Uwielbiam tą piosenkę. UWIELBIAM.



Jul. 1st, 2007

sleeping with ghosts

"Harder, faster, forever, after".







Na nic nie mam czasu,
bo tak bardzo się boję,
że zniknę

do przodu
do przodu
do przodu

byle do przodu,
żebym tylko
nie stała się
nikim

byle szybciej, szybciej
szybciej
szybciej
prędzej
prędzej
szybciej
do przodu

krótko
gwałtownie
krótko
gwaltownie
z powrotem
krótko
i gwałtownie

Tak
bardzo
chcę
być...

tak
bardzo
chcę
istnieć

nie
chcę
zniknąć

nie
chcę
zgubić
się
w
zawieszeniu

Nie umiem odpoczywać
Mam wyrzuty sumienia
byle więcej, byle prędzej!
Żebym tylko umiała
coś o sobie powiedzieć...

Codzienność mnie przeraża
ta codzienność,
którą żywią się ci spotykani na ulicy
(od 14 do 19)
Dla mnie ona
nie istnieje

Krótko
i gwałtownie
ale z uśmiechem
i zadowoleniem

nie mam żalu.
Dobre są moje wspomnienia.

Krótko, gwałtownie, szybko, spiesz się
to ten czas

żebym tylko umiała się śmiać
patrząc na zdjęcia
za 70 lat

Wszystkiego mieć nie można
a ja właśnie chcę
wszystkiego,
żeby być

potrzebne mi

Jun. 28th, 2007

special needs

Sue-licealistka(?)

I znowu coś się zaczyna. Coś nowego, pięknego, magicznego. Czy lepszego? To już zależy ode mnie. W gimnazjum też miało być piękniej. Nie wyszło.
(tzn. wyszło, dokładnie to, co chciałam, o czym marzyłam...ale tylko to)

Przeze mnie nie wyszło. To ja spieprzyłam (po raz n-ty).

Tym razem jednak nie zamierzam przepuścić żadnej szansy. Będę korzystać z każdej okazji...będę w stanie korzystać z każdej okazji.

A wakacje (przynajmniej dla mnie) będą nie miłym wypoczynkiem, tylko walką o siebie. Zażartą wojną z rywalem o własne "ja".
Prawdę mówiąc każde wakacje tak spędzam, a tylko dwa razy osiągnięty efekt mnie zadowolił.

Nie mogę się poddać, nie poddam się, dotrwam do końca i wygram SIEBIE.

"the same mistakes, different times and different place". -.-

Jun. 21st, 2007

fairytale2

Koniec Gimnazjum. | "Kapitanie, mój Kapitanie!"

W zasadzie, to nie spodziewałam się po sobie takiej reakcji. Zaskakująco, ten koniec roku wywarł na mnie wrażenie, wzbudził pewne emocje. I biorąc udział w tej całej "końcowo-rocznej ceremonii" nie odczuwałam ich aż tak bardzo, jak w tym momencie. Zaczynam sobie chyba uświadamiać, że to NAPRAWDĘ KONIEC. Koniec pewnego etapu w moim życiu, który ciągnął się, de facto, przez 3 lata. A te 3 lata to cholernie dużo. Tak wiele może się zmienić! Co prawda zmiany mogą zajść w przeciągu jednego dnia, jednakże nie ukrywajmy: 3 lata to już coś. I to nie byle co.

Ostatnio jakbym zapomniała, że to właśnie ta szkoła nauczyła mnie rzeczy na tyle mądrych, że zostaną w mojej pamięci na długo i jeszcze dłużej. Wszak to w "15" zrozumiałam co to znaczy "być sobą" i uświadomiłam sobie, że warto dążyć do spełnienia swoich marzeń - bo mnie na to stać! Pokonałam wiele własnych przeciwności, wad, nie ukrywam, że również kompleksów. Może nie całe, ale znaczna większość mojego otoczenia to było właśnie GIMNAZJUM. Co z tego, że nie znalazlam tam prawdziwej przyjaciółki, przyjaciela? Z koleżankami i kolegami spędziłam wiele cudownych chwil i właśnie za to im dziękuję.

Doprawdy, nie dochodzi do mnie jeszcze to poczucie, że po wakacjach nie zobaczę znów szczerzącej się buźki Pawelca, nie usłyszę śmiechu Oli i tych rozmów o ciuchach, kosmetykach, chłopakach, prowadzonych przez damską część naszej klasy. Przecież od 3 lat było to dla mnie normą! Znalazłam tam sobie  własne miejsce. Było zawsze "pomiędzy". W ciągu ostatnich tygodni mialam z kim porozmawiać, stalam się bardziej otwarta i wyluzowana. Odpowiadało mi to, że znajdowałam się bardziej na uboczu niż w centrum uwagi. Dopóki ktoś nie obrabiał mi, za przeproszeniem, dupy, było ok. I nie: nie związałam się z IIIb na tyle blisko, aby po kimś rozpaczać, płakać. Mimo wszystko: żal. Dlaczego? Ano właśnie: 3 lata robią swoje. Przyzwyczajenie.

Żeby jednak ta notka nie wydała się taka sucha, bezuczuciowa i pesymistyczna... napiszę, że nauczycieli takich jak w 15 spotyka się rzadko. Dziwnie brzmi? Być może. Rzadko kto chodzi przecież do szkoły dla belfrów. Uważam jednak, że Ci w mojej szkole są wyjątkowi.
Przede wszystkim p. Gizińska. NIEZAPOMNIANA OSOBA.  Obdarzona niezwykłym darem przekazywania wiedzy, dobra, mądrości, wartości moralnych. To Jej zawdzięczam to, że jestem dziś tym, kim jestem... i potrafię być z tego dumna. Gdyby nie Ona, prawdopodobnie nigdy nie trafiłabym na twórczość Kapuścińskiego (w której się zakochałam *.*) i Baczyńskiego. Pokazała mi to, czego ja sama dostrzec w sobie nie mogłam. Wymagająca - o, tak. I to nawet bardzo. Ale dziękuję Jej za to. Za każdą lekcję polskiego, która była jak... jakieś magiczne, niesamowite wydarzenie. Wyjątkowe, niepowtarzalne, nasączone mądrością, którą ja spijałam ze słów nauczycielki.
Dzisiejsza akcja na polskim. I to wzruszenie, które opanowało. nasze 20 osób  Kilkuminutowa cisza, gdyż w tamtym momencie słowa nie były potrzebne.
"Kapitanie, mój Kapitanie!" - aby ten obraz nigdy nie zniknął mi z oczu. 20 nastolatków stojących na ławkach, wpatrzonych w jedną, drobną, kruchą istotkę, jaką jest nasz Skarb - p. Gizińska.
p. Pawlak - Uczył nas tylko przez rok. Niezapomniany rok.:) Człowiek, który sprawił, że polubiłam historię. Fantastyczna, nietuzinkowa osobowość. I te jego teksty! "My nie jesteśmy pieprzoną republiką banananową!" "Nauczyciel to twój wróg, oszuka cię i urżnie, kiedy tylko będzie mógł!" "dać IIIb palec, to wpierdzielą razem z butami" i inne... o wielkim, dobrym i ciepłym sercu, wesołym usposobieniu. Będę go bardzo miło wspominać.
p. Stasikowski - ok, może nie został stworzony, aby uczyć :P Ale czegoś my z nim nie wyprawiały! Był tematem przewodnim "bezela.blog" i adresatem mojej "Ody do Stasia" (dziś z nim rozmawiałam - okazało się, że od tamtej pory, gdy Olka dała mu adres bezeli znał ten wiersz xD Przeprosiłam go, wszystko mi wybaczył, upomniał na przyszłość i życzył powodzenia w dalszym życiu). Ach, przyczyna naszych faz, głupawek, napadów. "Wzrok Stasika mnie przenika".
p. Walczak - to jego "czy możecie się uciszyć?? Ja naprawdę mam dużo czasu i nie chce mi się was przekrzykiwać". Och, wprawiająca w poirytowanie wieczna dezorientacja, niezorganizowanie. Większość klasy go nie lubiła, ja osobiście nic do niego nie miałam, a nawet darzyłam go dużą sympatią. Czasem tańczył nam na lekcjach (lepiej niż Michael Jackson!), bawił się swoją skórą na szyi. Sympatyczny i ciepły człowiek.
p. Płachta - wciąź pamiętam, że pierwszą lekcją w "15" był WOS. Już wtedy wiedziałam, że p. Płachta to osoba eee "niecodzienna" - ale żeby aż tak?? Raczej nie umkną mi z pamięci jej nagłe wahania i zmiany nastrojów na lekcjach. A kultowy tekst "PRAKTYKA PO STUDIACH!" zostanie w moich myślach chyba aż do samych studiów.:P Na ostatnim WOSie przed zakończeniem roku - orkiestra. "Oda do radości" wygrywana na kartkach papieru - to dopiero twórcze! P. Płachtę spotkam prawdopodobnie jeszcze nie raz, wszak mieszka 2 bloki obok mnie...:)
FIODOR - ojj, jak ja się go bałam w pierwszej i drugiej klasie! Gdy pewnego dnia Stasiu nie zjawił się na naszej lekcji, p. Fiodorow zastąpił go, tłumacząc nam od początku bilans cieplny. Och, cała niemalże drżałam ze strachu przed wyrwaniem do odpowiedzi! Unikałam jego wzroku tępo wpatrując się w okno. "Oby tylko na mnie nie spojrzał!". Charyzmatyczny wicedyrektor naszej szkoły, nieustraszony spisywacz nazwisk osób nie przestrzegających regulaminu.
p. Leszner - byłabym o niej zapomniała. A przecież nie można, to kolejna nauczycielka, która wlała we mnie sporą dawkę wartości moralnych. Cenię ją za to, że mimo swego zawodu nie stała się fanatyczką religijną. Nadal zachowuje stosowne granice, toleruje i akceptuje inne filozofie lub ideologie życiowe, czego dowodem była jej propozycja, aby Karolina przeprowadziła lekcję o Sataniźmie lub nawet to, że pozwoliła Konradowi, Wagusiowi, Stępniowi i (bodajże) Bartkowi przedstawić swoje argumenty podważające teorię o istnieniu Boga! Ona chce najpierw poznać, nawiązać dialog, a dopiero później zacząć przekonywać o swoich racjach i spostrzeżeniach. Jej lekcje religii nie były suchą paplaniną o świętach, chodzeniu do kościoła. Nie poruszała na nich tematów obklepanych i wyświechtanych - takich, które już dobrze znaliśmy. Nie, ona chciała pokazać nam coś więcej. Ukazać to chrześcijaństwo jakby od środka i wydaje mi się, że jej zamierzeniem było trafienie do każdego indywidualnie. Tak... to też. Ceni Leszner indywidualność i unikalność. Będąc tak otwartą i tolerancyjną osobą nie wychodzi jednak poza nienaruszalne granice swojej wiary - niesamowite i naprawdę godne podziwu! Rozumiem, że wiele osób w mojej szkole za nią nie przepadało. Ja jednak jestem jej naprawdę wdzięczna. Przyszłam do "15" i przeżyłam szok. Bo religia przypominała bardziej filozofię niż nudne wykłady o potrzebie chodzenia do kościoła, jakie znałam z podstawówki.
p. Wójcicka - muszę przyznać, że nie darzyłam jej sympatią. Warto jednak o niej napisać, gdyż jej osoba i postawa wobec swojego zawodu jest również zadziwiająca. P. Wójcicka - oddana swojej pasji (matematyce) w całości. Niezwykle zorganizowana, poukładana, systematyczna, sumienna i odpowiedzialna. Wymagająca - a, owszem. Piszę o niej, ponieważ niewątpliwie budziła szacunek wśród uczniów i nawet ja, nie uważając jej za nauczyciela, który coś wniósł do mojego życia czułam wobec niej respekt i po trochu strach.
p. Rynkal - uśmiechnięta, zabawna osobowość. Słynąca z humorystycznych tekstów (np. "podnieście swoje antygłowy!") i naiwności wobec uczniów. Lubiłam lekcje biologii, gdyż p. Rynkal była osobą, z którą dało się współpracować - choć sama pewnie o tym nie wiedziała (lub udawała, że nie wie).

Głęboko w pamięć zapadła mi p. Bohatyrewicz (uczyła nas matematyki w drugiej klasie), ś.p. p. Sosnowski (ten towarzyszył nam w pierwszej) oraz nauczyciele muzyki: p. Germianuk i p. Adamska.
Nie tylko grono pedagogiczne tworzyło tą szkołę i atmosferę, jaka panowała w latach 2004-2007. Oczywiste, że w znacznej, większej mierze przyczynili się do niej uczniowie IIIb jak i ci z klas równoległych.
Serdecznie dziękuję Wam wszystkim za to, że wypełniliście puste pole w miejscu "Gimnazjum Nr 15 - 2004/2007" w szufladzie mojej wczesnej młodości:
-Liwia, Ada, Kicia, Marqina, Qaś, Olanna, Karolina, Ewelina  - te, z którymi byłam najbliżej. Za każdą rozmową i przerwę, spędzoną na "damskich pogaduchach". Za cierpliwe wysłuchiwanie moich narzekań o Księżycowo-podobnych i innych takich. Za to, że byłyście blisko. Za śmiech, za wygłupy. Za rozmowy.
- reszcie klasy (Marcelina Olga G., Natalka ,Marta, Agnieszka, Olga K., Taida, Ania S., Ola G., Julka, Agata, Aneta, Adam, Bartek, Kuba, Piotrek W., Piotrek P., Konrad, Biedronka, Krzysiek, Rafał, Waguś, Chaber, Patryk) - za atmosferę. Nie zawsze było różowo, nie zawsze. Właściwie, to bardzo rzadko. Ale jakoś to przeżyliśmy :) Zrodzą się z tego piękne doświadczenia, mnóstwo wspomnień.
Klasa to jednak nie wszystko.
- 3c - społeczność, z którą zdążyłam zaznajomić się najlepiej sposród wszystkich innych nam równoległych. Mnóstwo, mnóstwo osób, o interesujących i ciekawych osobowościach (tak myślę!), których nie dane mi było poznać do końca tak, by móc stwierdzić, że będę za nimi tęsknić i nie zapomnę. Skąd mogę mieć pewność? Bądź co bądź - kopalnia mózgów, indywidualistów i inteligentów.
 - ludzie "spoza"  - tj. osoby nie należące ani do IIIb ani do IIIc ;) Nie sposób tu ich wszystkich wymienić...z jednymi miałam świetny kontakt, z innymi zamieniłam najwyżej parę słów. Ale byli. To ważne, to się liczy. Na pewno odegrali jakąś-tam rolę w wielkim przedstawieniu zwanym "rzeczywistość '15' widziana oczyma Sue". Pod jakimś względem przyczynili się do powstania i zrodzenia wspomnień. Nie ważne, czy krótko czy długotrwałych. Pojawili się na scenie.

Rok szkolny dobiegł końca. Nie będzie już wstawania o 6, wychodzenia o 7.10 i 800metrowego marszu do szkoły. Nie będzie pospiesznego spisywania matematyki w ubikacji. Już nie pospaceruję sobie korytarzami Piętnastki a moje oczy nie będą szukać Tego, czy Tamtego. Nie sprawdzę na wiszącym na dole planie gdzie mamy lekcje, o której kończymy. Stasiu nie odpowie na moje "dzień dobry". Gizińska nie wpadnie do klasy i nie zacznie nerwowo szukać swoich notatek ("przecież przed chwilą je tu położyłam!"). I nigdy więcej Cichosz nie będzie tłumaczyć nam którymi drzwiami wchodzi się do tramwaju, a którymi wychodzi.

Trochę szkoda. I szkoda też, że nie pożegnaliśmy się "jak należy". Nie zdążymy już tego naprawić.

Przed nami jednak nowe horyzonty, nowe szanse. Nowi znajomi, klasy, nauczyciele, przeżycia, doświadczenia a później, również - wspomnienia. Za 2 miesiące, jak zgodnie z Waflem stwierdziliśmy, będzie zgon.

Na razie cieszmy się wakacjami i wolnością, którą ze sobą przynoszą.
Pzdr,
Gwiazdka.

Jun. 19th, 2007

Once More With Feeling1

Wyzwolona.

Psychodeliczna muzyka Placebo wyzwoliła ze mnie całą siebie. Mogę dziś chyba powiedzieć, że moja osobowość nie ma granic. Przynajmniej ja ich nie znam. I po raz pierwszy udało mi się to zaakceptować.

Problem w tym, że chyba staję się troszeczkę, jakby to powiedzieć, zła. Nie wiedziałam, że potrafię taka być - a jednak. Odeszlam od religii. Zaskakujące? Właściwie, to moja hierarchia wartości moralnych też się posypała. Żyję chwilą, przyjemnością, dniem dzisiejszym, zabawą. Na białej kartce rysuję szkic jutra, przeszłość jest komodą o tysiącu większych i mniejszych szufladeczek, w których starannie posegregowane leżą wspomnienia. Paradoksalnie, każde złe wydarzenie jest tym dobrym - a te najbardziej mnie kompromitujące po prostu puszczam w niepamięć. Przeszłość jest więc jednym wielkim zbiorem przyjemności. Chwilowych przyjemności. Jest jak wielki krąg ognisk, które dogasają tylko po to, by za niedługi czas zapłonąć jeszcze silniej. I to również akceptuję. To jest fajne.

Teraz balansuję sobie pomiędzy jednym biegunem a drugim. Każdy inny, każdy diametralnie różny. Czuję się trochę niemoralnie, ale doświadczenia ostatniego miesiąca uświadomiły mi, że to, co niemoralne jest niezwykle przyjemne i pociągające. Wiem, że robię źle. Nie zamierzam jednak tego zmieniać, będę w tym trwać, bo mi się tak podoba. Bo jestem młoda, bo żyję tylko raz. Bo chcę wykorzystać wszystkie szanse, jakie daje mi los.

I w tym momencie nie jestem "zniewolona" przez jakąkolwiek religię, prawo moralne, zasady. Trochę się z wszystkich dookoła podśmiewam. Bywam okrutna, wiem. Ale tylko wtedy jestem do końca sobą.

Dystans, akceptacja, pewność siebie.

Bawię się trochę sama sobą, sama ze sobą... bardzo prawdopodobne, że gdy za kilka tygodni przeczytam tą notkę, nie będę rozumiała mojego toku myślenia. Dobrze, ok. Przyzwyczaiłam się do zmian.

Bo skoro los nie może/nie chce mi dać tego, co być może mi potrzebne... to czemu mam się nie cieszyć z małych, drobnych przyjemności, z których to słynie młodość, co?

Pzdr,
Gwiazdka.

Jun. 17th, 2007

special needs

Sue gone bad

Jest między nami gra
Gra jak świat stara
Jest w głowie dziki szum,
Czuły punkt na falach
Po ulicach snów biegnie nas spora zgraja
Po tych ulicach ze snów wszędzie słychać nasz bluzg
Tacy nikczemni i źli – widzimy się na ekranach
Gęb zakazanych sznur
Nie wypada się bać
Dookoła miłość się skorumpowała
Dookoła świat jak pierworodny grzech
Nie zdążysz nawet dobrze się przeżegnać
My nie mówimy żegnaj koniec cześć
Bo po co?
Sny wirtualnych chłopców
Jak u młodych chłopców

Jest między nami gra
Którą gra się w parach
Kiedy w jedną z wielu dziur
Trafia ptak z zegara
Z naszych tajnych baz naloty dywanowe,
Dwie wieże z klocków znów nam padają do stóp
Wszystkie te wścibskie psy, te straże ogniowe
Defenestrują się z okien komend na bruk
Dookoła miłość się skorumpowała
Dookoła świat jak pierworodny grzech
Nie zdążysz nawet dobrze się przeżegnać
My nie mówimy żegnaj koniec cześć
Bo po co?



Dajcież spokój,  za 4 dni kończę gimnazjum a mnie to zwisa i powiewa.
Ach, mam was wszystkich gdzieś, wy głupie, nic-nie-wiedzące ludziki. Naprawdę, wstyd się przyznać,  ale jakoś nie specjalnie martwię się tym, że "ło mój Boże, przecież ja was już nigdy nie zobaczę"  Zasada jest taka: Ci, którym zależy spotkają się jeszcze nie raz. I "wszystko trwa, dopóki sam tego chcesz".

I naprawdę nie wiem, czy to dobrze, że nic kompletnie mnie nie obchodzi. Idę sobie obok świata, chyba z czystego lenistwa. Wszystko jest już takie wyświechtane, dobrze znane.
Liceum prawdopodobnie też przejdę sobie "obok". Świat jest taki śmieszny, naprawdę...a ludzie? Och, ludzie tym bardziej.

"Lubię moją samotność
zawieszoną wyżej
niż most
rękoma obejmujący niebo"

Jun. 16th, 2007

fairytale2

"już teraz wiem. Wszystko trwa, dopóki sam tego chcesz."

Przyjemnie mi dziś było myśleć, marznąc na dworzu, że tam, w domu czeka na mnie ciepła herbata i "A day before tomorrow"  BrainStorm. Oprócz tego dobra książka, kadzidełka w pokoju.
A stojąc na wietrze wyobrażałam sobie Ciebie jak patrzysz na mnie przymrużonymi oczami i jesteś tak odległy , żeś nawet gotów odwrócić się i udać, że mnie nie zauważyłeś.

Nie wykasowałam jeszcze ostatniego słowa w zdaniu. Tam, gdzieś, w Afryce stary człowiek siedzi pod drzewem i opowiada dzieciom historię, która tylko brzmienie ma inne.

Wszyscy     jesteśmy     tacy       sami.

Jun. 11th, 2007

Pocahontas

Ucieczka. || Bzdurki późnonocne.

Przyszłość jest jasna.

Przyszłość pełna jest obietnic, zapewnień, planów, marzeń. Również tych spełnionych.  Naszpikowana wyzwaniami, także takimi, którym nie podołam i zawalę. Oczywiście, powołując się na sinusoidyczną właściwość będą zdarzać się momenty smutne, które ja nazywam "złymi" (to tylko moje upodobanie do dzielenia wszystkiego na "dobre" i "złe").

Mimo wszystko życie jest piękne i zdania nie zmienię.
Renee kiedyś powiedział: "There is no small worlds or big ones, there's just yours and no matter what neighbours will say. The book end when the last page has been read".  Prawie od razu zdanie to stało się moim mottem życiowym.
Tak, stworzyłam sobie swój własny, mały światek, mieszczący się w obrębie moich zamkniętych ramion, obejmujących przykurczone kolana.
Świat, w którym nawet największe przykrości postrzegam w jasnych i kolorowych barwach. 


Zabawna jestem.
Ale też dumna z siebie!
I szczęśliwa. Mimo wszystko. Powiedziałabym, że "na zawsze", ale ja nie używam takich słów jak "zawsze" i "nigdy".
(Śmiertelny człowiek nie potrafi sobie nawet wyobrazić znaczenia tych wyrazów. Ja również,  więc nie znajdują się w moim słowniku.)

Ach, lubię uciekać. Uciekać do bezgranicznych miejsc. Do przestrzeni, którą tylko ja wypełniam. Ja i muzyka.
I kocham też ludzi. Kocham ich wady i zalety. Głupotę, próżność, infantylność, a zarazem mądrość, inteligencję, ambicję, człowieczeństwo.

Lubię się im oddawać...

~~~~~

Kończy się rok szkolny. Czy jestem z niego zadowolona? Nie powiedziałabym. Właściwie, to wstyd mi, cholernie mi wstyd, że nie wyciągnęłam na to nieszczęsne 4,75. Paskudny ze mnie leń.
Ale patrząc w tył: ten rok był ciężki. Na samym początku BS. Moja obsesja, która, wymknąwszy się spod kontroli, zaczęła mnie zżerać na zewnątrz i od środka. W styczniu nad nią zapanowałam, ale zjawiło się Coś, a raczej Ktoś inny. Przyszedł czas konkursu, angielski ciągnął się aż do końca marca. Nie zostałam laureatką. Potem szybciutko egzaminy. Po egzaminach maj...
zdecydowanie mój maj
...którego nawet się nie spodziewałam. Czerwiec - Placebo, kolejne kilka dni "na haju". Efekt? Średnia 4,6. Nienajgorzej, aczkolwiek MOGŁO być lepiej. Naprawdę mogło, wiem, że mnie na to stać...
Ach, no i jeszcze te problemy rodzinne w kwietniu. To chyba w tym roku było najgorsze.
Oprócz tego: lenistwo, lenistwo, lenistwo.
Niezorganizowanie, niesystematyczność, roztrzepaństwo, rozkojarzenie, nieodpowiedzialność, robienie wszystkiego na ostatnią chwilę. Brak konspektu, planu, czegoś, o co mogłabym się oprzeć.
Fatalny był ten rok, szczerze mówiąc --'

Sama sobie zapracowałam na mój wynik końcowy. Wiem, że tylko ja jestem jemu winna.
Mam nadzieję, że w przyszłym roku lepiej to sobie zorganizuję, wezmę się za siebie.
Na dzień dzisiejszy chcę po prostu szybko skończyć.
Do jakiegoś liceum w końcu muszą mnie przyjąć, no nie? Dajcie spokój, planowane min. 143p to chyba nie tak mało...
No właśnie, właśnie, właśnie: w czwartek, oprócz bierzmowania - wyniki. Ciekawa jestem co z rozprawką. Skopałam, czy jednak skopałam, lecz moją pracę sprawdzał Człowiek Dobrej Woli?

WAKACJE
Cóż robić bedę... w końcu legalnie się opierdzielać.
Leżeć całymi dniami na łóżku, czytać książki, uczyć się łotewskiego, grać na gitarze, chodzić na spacery, oglądać Sailor Moon i inne bajki Disneya, słuchać od rana muzyki, robić 1,5h brzuszków,  jeździć na rowerze, śmiać się, śpiewać, spotykać się z przyjaciółmi, prawdopodobnie pomieszkiwać u Ewki, jeździć do babci - jednej i drugiej, odwiedzać Maryśkę w Warszawie, jeździć po Polsce i zwiedzać piękne miasta, opalać się, pływać w morzu bałtyckim, nadal marzyć o Łotwie i tym koncercie w Siguldzie (na który pewnie nie pojadę, bo nie mam jak), oglądać Misteriję i wsłuchiwać się w piękno łotewskiego języka, uczyć się narodowych pieśni łotewskich, świętować Ligo, może uda nam się zwiedzać Węgry lub Litwę, albo jakiś inny kraj, wstawać rano, chodzić spać późno! Wpatrywać się w gwiazdy, wróżyć z chmur, smsować z osobami, na których mi zależy, łazić po manufakturze, kupować sobie kosmetyki i ciuchy, kupować płyty Placków i BS, oglądać "SND: Live in Paris" i wieele, wieeele innych rzeczy, a to wszystko nie myśląc wcale o szkole ;]

I... tak, nauczę się grać "Special Needs" i kilka innych piosenek Placków.
"Fairytale" Tori-Amori już umiem, gorzej ze śpiewaniem ^^

I nikt nie wmówi mi, ze nie mam powodów do szczęścia. Bo mam, aż zanadto.
Dobranoc,
Gwiazdka.

"You are to decide if to own the sky
You are to decide if to open your eyes and learn to fly
Try! Leave the past behind
Try! Your eyes are not blind
Try! Try to go aimlessly"

                                                               (BrainStorm - "Try")

Jun. 7th, 2007

A sorta fairytale

i could pick back up whenever I feel

On my way up north
up on the ventura
i pulled back the hood
and i was talking to you
and i knew then it would be
a life long thing



but i didn't know that we
we could break a silver lining...

and i'm so sad
like a good book
i can't put this day back
a sorta fairytale
with you
a sorta fairytale
with you

things you said that day
up on the 101
the girl had come undone
i tried to downplay it
with a bet about us
you said that-
you'd take it

as long as i could
i could not erase it

and i ride along side
and i rode along side
you then
and i rode along side
till you lost me there

in the open road
and i rode along side
till the honey spread
itself so thin
for me to break your bread
for me to take your word
i had to steal it (??)


way up north i took my day
all in all was a pretty nice
day and i put the hood
right back where
you could taste heaven
perfectly
feel out the summer breeze
didn't know when we'd be back
and i, i don't
didn't think
we'd end up like
like this




Wstyd mi czasem za siebie.  
- przepraszam... nie, nie mów nic. Chciałabym wierzyć, że jesteś, bo musisz być, tylko nie wiem gdzie. Ty u mnie, ja u Ciebie? Nie, nie, to nie tak. Nic nie jest już "tak". Bo nie musi.
Nie ma tych słów i nie ma tej notki, tak naprawdę. Nic się za nią nie kryje (mówię serio!) . Hahah, po raz kolejny! I na co mi te kombinacje? Ech, głupia Sue, lepiej idź na spacer TAM.
Zabawnym przekraczanie granic. Gdy spojrzysz w dal, to nawet ich nie zauważasz. Jakby nigdy nie istniały.

Zabawnym gubienie rzeczy po drodze. Zaślepienie końcem i to niedostrzeganie strony lewej, strony prawej. Prosta ścieżka?

ścieżka

Udawać, że nigdy nie szłam tą ścieżką? Miękko mi przecież pod stopami (tam, gdzie tylko wspomnienie, nie ja, biegnie po zielonej trawie).

W zasadzie nie wiem: śmiać się czy płakać?
Mówię często: "cisza jest lekarstwem, czekanie uspokaja".
Nieprawda.
Milczenie jest klatką. Moją chorą, złotą klatką.
A ja - różą pod szklaną kopułką.

Wstyd mi...czego?
Egoizmu! Tylko tyle.

Bądź błogi na twarzy dziś wieczór. Zróbmy dziś COME HOME!

Nie potrafię/nie chcę ranić ludzi z premedytacją

nie mów, nie! Nie tego słowa na "z...."

dystansakceptacjapewnośćsiebiedystansakceptacjapewnośćsiebiedystansakceptacjapewnośćsiebie

Nic na siłę

"Wołam - wróć! Krzyczę - wróć!"

Ciężko oddychać w taki gorąc


P.S. A może taki prywatny Adrien Brody na Dzień Dziecka, co?  (:P)

Previous 10 | Next 10